﻿<title_newspaper="Trybuna Ludu"> 
<title_article="Dlaczego instruktorzy mało bywają w terenie"> 
<author_1=”M. Bojanowicz”> 
<language=”pl”> 
<style=”press”> 
<year="1953">
<month="10">
<date=”1953-10-15”>
<period=”d”> 
<status=”1_obieg”>
<support=”paper”>
W codziennej pracy komitetów powiatowych, w umacnianiu ich więzi z terenem bardzo ważna rola przypada aparatowi instruktorskiemu. Jego zadaniem jest usprawniać działalność komitetów gminnych i podstawowych organizacji partyjnych, pomagać im w realizacji uchwał partii i rządu, sygnalizować swemu kierownictwu o istotnych trudnościach i charakterystycznych doświadczeniach. Aby temu sprostać instruktor musi, rzecz jasna, utrzymywać żywy, bezpośredni kontakt z dołowymi organizacjami partyjnymi, bezpośrednio w terenie analizować ich doświadczenia.
W Komitecie Powiatowym w Lubaniu jest jednak tak, że instruktorzy prawie całymi dniami przebywają w gmachu KP. Weźmy dla przykładu miesiąc wrzesień.
Na 3 kierowników wydziałów i 8 instruktorów KP, były w tym czasie 42 wyjazdy w teren powiatu. A jak długi był pobyt instruktorów w terenie? Otóż, jedynie tow. Woźniakówna i tow. Lubikowski byli łącznie 15 dni w komitetach gminnych, gdzie pomagali w czasie nieobecności sekretarzy KG. Pozostali towarzysze wyjeżdżali w teren 59 razy, zużywając na to łącznie zaledwie... 24 dni.
Tak więc krótkie, niemal błyskawiczne wypady są w Lubaniu najbardziej utartą formą łączności z terenem. Tow. Ślęzak, instruktor do spraw PGR, na podróż i obecność w dwóch odległych zespołach PGR Mikułowa i Olszyna, nie zużył nawet 8 godzin. Żaden z wyjazdów tow. Grzegorczyka, instruktora organizacyjnego, nie zajął mu więcej niż pół dnia. Wrzesień nie był wyjątkiem. W dniu 6 bm. kierownik wydziału rolnego KP tow. Gryganiec, w ciągu jednego dnia „odwiedził” niemal wszystkie komitety gminne.
W takiej sytuacji stosowana formalnie w KP Lubań zasada terytorialnego podziału odpowiedzialności między pracownikami aparatu partyjnego — w rzeczywistości jest fikcją.
Robią za wszystkich...
Mogłoby się wydawać, że aparat KP w Lubaniu mało pracuje. Przeciwnie. Widzieliśmy, jak przez cały dzień, każdy z towarzyszy miał pełne ręce roboty. Nieraz jeszcze do późnej nocy bielały światłami okna gmachu KP, stukały maszyny do pisania.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
